Pomiń ten link jeśli nie chcesz trafić na czarną listę!
Dwumiesięcznik dla młodych ciałem i duchem

Umarł w 1952 i... 42 lata później

Redakcja   

rm-092-12.jpg
rm-092-12.jpg

Dr Riccardo Moretti był niewierzącym. Pod wpływem tego, co zobaczył, nastąpiła w nim całkowita wewnętrzna przemiana. Ze łzami w oczach wyznał: "Tak, teraz wierzę: wierzę w Boga, wierzę w Kościół...".

Po tego zakonnika śmierć przyszła dwa razy. Pierwszy raz ów brat zakonny zmarł podczas operacji w 1952 r., a zegar w jego pokoju zatrzymał się równo  12 godzin później. Operował go dr Riccardo Moretti i on też wypisał akt zgonu. Drugi raz ów brat zakonny zmarł 42 lata później... Kim był ten zakonnik, do którego śmierć przyszła dwa razy?

Urodził się 11 marca 1919 r. jako czwarte dziecko spośród siedmiorga rodzeństwa. Pochodził z San Giovanni Rotondo. Należał do takich osób, które doświadczyły niezwykłych spotkań z duszami czyśćcowymi. Był przyjacielem św. Ojca Pio i jak on, był kapucynem i kochał modlitwę różańcową, do której zachęcał każdą osobę. Nazywał się Daniel Natale i był niezwykłym duchowym synem Świętego z Pietrelciny, ponieważ - jak napisał do jednego ze współbraci w zakonie - "niesamowicie jest mieszkać obok żywego ukrzyżowanego. To łaska, ale i zadanie" - podkreślał i opowiadał, że Ojciec Pio po śmierci kilkakrotnie przyszedł do niego. Wyjaśniał jednak, że te odwiedziny miały bardziej charakter duchowy niż materialny, gdyż - jak mówił - "nie czułem się godzien patrzeć na Świętego, a to, co usłyszałem, było przeznaczone tylko dla mnie". 

Najlepsza cząstka

Dopiero pod koniec swego życia br. Daniel wspominał jedno spotkanie z Ojcem Pio, który pewnej nocy wszedł do jego celi i powiedział mu, że o cokolwiek go poprosi, to mu to wyprosi. Brat odpowiedział, że chciałby wytrwać w łasce Bożej i w miłości do Boga oraz wzrastać w pokorze. Ojciec Pio odparł mu, by poprosił o coś innego, bo o to już on sam prosił.

Brat przemyślał słowa Ojca Pio i przy następnych "odwiedzinach", odpowiedział, że chciałby ucałować jego serce, które jak Serce Jezusa było w agonii. Święty bez wahania zdjął opatrunek z okolic serca i z uśmiechem powiedział: "Ten wybiera najlepszą cząstkę". Tej nocy br. Daniel dotknął rany serca Ojca Pio, z której spływała krew, ale nie miał odwagi tego miejsca ucałować. Ojciec Pio przycisnął jego głowę do swojej piersi, aby prośba brata się spełniła. Przeżycia tej nocy nigdy nie był w stanie ani opisać, ani po ludzku wytłumaczyć. "Miałem wrażenie, że całuję samego Jezusa, czułem niezwykłe zapachy. Widziałem twarz Ojca Pio jakby w cieniu, a w nim odbijającą się twarz Jezusa. Zrozumiałem, jak bardzo Jezus żył w Ojcu Pio, jak on odbijał oblicze naszego Zbawcy".

Duchowa przyjaźń

W lutym 1953 r. Ojciec Pio poprosił br. Daniela, by przyszedł do jego zakonnej celi. Gdy wszedł, Ojciec Pio wręczył mu mały bilecik, na którym było napisane: "Jutro rano, proszę, byś udał się do San Giovanni Rotondo, do domu Pani Rossi, obok kościoła, który przylega do konwentu sióstr zakonnych. Tam spotkasz grupę kobiet, które będą odmawiać modlitwę różańcową. To moje duchowe córki. Proszę, byś do nich przemówił w moim imieniu to, co wtedy w sercu swym poczujesz". Po przeczytaniu liściku br. Daniel zaniepokojony zwrócił się do Ojca Pio z zapytaniem, co by też miał powiedzieć. Stygmatyk odpowiedział mu, aby się nie martwił. Wręczył mu małą książeczkę myśli duchowych św. Franciszka Salezego i powiedział: "Idź, otwórz tę książkę i czytaj to, co tam będzie napisane. A wyjaśnienie myśli świętego przyjdzie ci pod natchnieniem Bożym. Pamiętaj tylko - dodał Ojciec Pio - że to, co będziesz mówił innym, jest potrzebne również twojej duszy". Br. Daniel zrobił tak, jak mu polecono. Mówił z takim zapałem, że następnego dnia przyszło tak wiele osób, aby go ponownie posłuchać, że nie mieściły się one w domu. To był początek drogi, jaką br. Daniel rozpoczął u boku Ojca Pio. Od tego czasu aż do swojej śmierci często będzie przemawiał w imię znanego stygmatyka. O tych spotkaniach z wiernymi często wspólnie rozmawiali, a Ojciec Pio powtarzał mu, aby pamiętał, że on "zawsze będzie razem z nim i będzie mu pomagał". Można powiedzieć, że tak zaczęła się ich duchowa przyjaźń.

Droga do świętości

Michele Natale ukończył zaledwie trzy klasy szkoły podstawowej. Jako dziecko pomagał rodzicom w gospodarstwie. 4 czerwca 1933 r., w dzień Zielonych Świąt, uczestniczył we Mszy świętej, po której poprosił gwardiana klasztoru o błogosławieństwo przed wstąpieniem do niższego seminarium kapucynów. W tym dniu spotkał Ojca Pio, który udzielił mu specjalnego błogosławieństwa na drogę życia zakonnego. Gdy dotarł do Vico del Gargano, seminarzystów już tam nie było. Pozostał więc w klasztorze przez 9 miesięcy jako postulant, po czym został przeniesiony do Foggi. Ojciec prowincjał, chcąc wypróbować młodego postulanta, dał mu do przeczytania żywot św. Konrada z Parzham. Piętnastolatek przeczytał książkę jednym tchem, a następnie stanął przed prowincjałem, by ten go przepytał. Ojciec Bernardo d’Apicella, widząc jego zdolności, zaproponował mu, by został kapłanem. Ten odmówił, podkreślając, że pragnie być zwykłym bratem zakonnym. "Przyszedłem do klasztoru, by zostać świętym, i czytając życiorys św. Konrada zrozumiałem, że nie trzeba być kapłanem, by osiągnąć świętość" - odpowiedział przełożonemu.

W 1935 r. wstąpił do nowicjatu, przybierając imię Daniel. Rok później złożył śluby czasowe, a w 1940 r. śluby wieczyste. Podczas II wojny światowej pomagał rannym, grzebał zmarłych, ratował przedmioty użytku sakralnego.

Pacjent zmarł

W 1952 r. w klinice Regina Elena miało miejsce wydarzenie, które wpłynęło na późniejsze jego życie. Od jakiegoś czasu odczuwał bóle brzucha. Po badaniach okazało się, że ma raka śledziony, co oznaczało rychłą śmierć. Gdy podzielił się diagnozą z Ojcem Pio, ten powiedział mu, by poddał się operacji oraz skierował go do konkretnej kliniki i lekarza, mówiąc: "Nie martw się, ja zawsze będę z tobą".

Lekarz, Riccardo Moretti, początkowo nie zgadzał się na operację, ponieważ był pewien, że pacjent jej nie przeżyje. W końcu jednak postanowił spróbować. Podczas operacji br. Daniel, pomimo podania mu narkozy, pozostał świadomy. Odczuwał wielki ból, ale nie okazywał tego, ofiarowując z radością swoje cierpienie Jezusowi. Był też pewien, że doświadczany ból oczyszcza jego duszę z grzechów. Po operacji zapadł w śpiączkę, w której przebywał przez trzy dni. Niestety, po tych trzech dniach zmarł. Wypisano akt zgonu. Zebrała się rodzina, aby modlić się za zmarłego... Jednak po kilku godzinach, ku zdumieniu zebranych, umarły powrócił do życia.

Godziny czyśćca

Co działo się z br. Danielem w ciągu tych kilku godzin? Oto jego opowieść:

[...]

Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu RYCERZ MŁODYCH - 6(92)2022 | Umarł w 1952 i... 42 lata później, s. 12