Pomiń ten link jeśli nie chcesz trafić na czarną listę!
RYCERZ MŁODYCH
RYCERZ MŁODYCH
Dwumiesięcznik dla młodych ciałem i duchem

Cierpienie świętych

Redakcja   

rm-085-31.jpg
rm-085-31.jpg

Wciąż pamiętam, jak przeżywał on z Matką Najboleśniejszą tajemnicę męki i śmierci, chwalebnego Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia Pana Jezusa. Ten prawdziwy kapłan nie był tylko urzędowym zastępcą Zbawiciela przy ołtarzu, on nie odprawiał Mszy świętej, jak to zwykle się określa, lecz wraz z Chrystusem uczestniczył w tym misterium naszego odkupienia, składając przez Niepokalaną całkowitą ofiarę z siebie. W tajemniczym zjednoczeniu Ojca Maksymiliana z Pośredniczką łask wszystkich, a przez Nią z Chrystusem i całym Kościołem, ukrywa się sekret jego prawdziwej wielkości (br. Benedykt Mieczkowski).

Mszę świętą odprawiał z takim namaszczeniem, że zdawało się, iż to Pan Jezus ją odprawia, a nie człowiek (br. Mariusz Leszczyński).

Serce Świętego podczas sprawowania Mszy świętej płonęło miłością w odpowiedzi na miłość Jezusa Eucharystycznego. Raz na nabożeństwie czerwcowym śpiewano pieśń: Serce Twe, Jezu, miłością goreje, a w niej słowa: "...a nasze serca zimne jak lód". Wychodząc z kaplicy, Ojciec Kolbe oświadczył z ożywieniem: "To nieprawda! Przecież nasze serca są gorące i miłują całym swym natężeniem Jezusowe Serce. Więc «męki trud» Jezusa nie mógł być daremny, skoro tak gorącą miłość mamy w sercach ku Jezusowi".

Podczas choroby św. Maksymilian sprawował Eucharystię z wielką ofiarą osobistą. "Na wiosnę 1932 r. tworzyły się Ojcu Kolbemu bolesne wrzody, choć i tak cierpiał to na serce, to na płuca. Gdy odprawiał Mszę świętą, dwóch braci musiało go podtrzymywać pod ramiona, gdyż stał tylko na jednej nodze, drugą, z wrzodem, trzymając w powietrzu (...). Czasem z piersi wyrywał mu się jęk. Pewnego razu, gdy go prowadzono do kaplicy, potrącił się o otwarte drzwi, i to w sam wrzód, tak że padł z bólu na ziemię. Powoli podnieśli go bracia z ziemi, prosząc, by tym razem Mszy świętej nie odprawiał, a tylko udzielił sobie i innym Komunii świętej. Odpowiedział: «Jakoś pomału odprawię, Niepokalana pomoże». "My, którzyśmy mieli to szczęście widzieć, szczerze to powiem, jak cierpią święci, do śmierci tego nie zapomnimy" (br. Romuald Mroziński, 29 maja 1932 r.)