Pomiń ten link jeśli nie chcesz trafić na czarną listę!
RYCERZ MŁODYCH
  • Slider 4
  • Slider 2
Dwumiesięcznik dla młodych ciałem i duchem

Fotograf Prymasa

Teresa M. Michałek   

rm-077-20.jpg
rm-077-20.jpg

"Musicie, najmilsi, wiedzieć, że bez tego człowieka nic ważnego w Kościele katolickim w Polsce się nie dzieje" (kard. Stefan Wyszyński).

Te słowa wypowiedział Prymas Tysiąclecia o franciszkańskim fotografiku, zakonniku z Niepokalanowa.

Sportowiec

Roman Grodzki (1908-2000) w młodości był sportowcem. Gdy miał 16 lat, wspólnie z kolegami założył Amatorski Klub Sportowy przy Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie pod nazwą "Berberysy". Nazwa pochodziła od rosnących w okolicach berberysów. Był rekordzistą Polski w biegu na 1 km. Kondycja fizyczna, którą sobie w tamtym czasie wyrobił, pomagała mu do końca życia. "Gdyby nie sport, który uprawiałem w młodości - wspominał brat z uśmiechem - jako staruszek nie miałbym siły biegać z aparatem".

Zamiłowanie do fotografii odziedziczył po ojcu, który przed II wojną światową fotografował dla "Tygodnika Ilustrowanego" oraz "Świata". Ojciec "dziwnym trafem - jak sam wspomina - z piątki rodzeństwa zabierał tylko mnie, gdy szedł robić zdjęcia po Warszawie. Gdy miałem 15 lat, otrzymałem w prezencie od ojca bardzo dobry, bo jeden z najnowocześniejszych aparatów AGFA, jakie były na rynku w 1922 r. W ten sposób jeszcze bardziej rozpaliła się we mnie iskra fotograficzna".

Odkrycie powołania

Gdy stawał przed trudnym wyborem, prosił o pomoc Matkę Bożą i św. Antoniego. Ich też "radził się" w sprawie swego powołania. Myślał o wstąpieniu do zakonu jezuitów. Jednak, będąc w Częstochowie w 1930 r., usłyszał wyraźnie: "Idź do wojska". Do 1931 r. służył w wojskach łączności w Zgierzu. W tym okresie przybliżył się do Matki Bożej i zapisał do Rycerstwa Niepokalanej (MI). Niedługo później postanowił wstąpić do Niepokalanowa. Przed wyjazdem o pomoc prosił św. Antoniego. "Po odmówieniu nowenny do św. Antoniego nie miałem żadnych wątpliwości" - napisał we wspomnieniach. Jako 25-letni młodzieniec w 1932 r. zapukał do furty klasztornej. "Tak się paliłem do franciszkanów - wspominał - że przyjechałem do Niepokalanowa dwa tygodnie wcześniej, niż mnie tam chcieli. Na początku skierowali mnie do pracy w administracji «Rycerza Niepokalanej», no i zostałem również strażakiem, gdyż w Niepokalanowie była już jednostka straży pożarnej". W zakonie otrzymał imię Cyprian.

W 1935 r. br. Cyprian zajął się działem sportowym w "Małym Dzienniku". Jako redaktor sportowy często wyruszał w trasę z aparatem. Wykonał m.in. zdjęcia polskim sportowcom udającym się na olimpiadę do Berlina, w której jako korespondent sportowy uczestniczył.

Osobisty sekretarz

W 1936 r. został mianowany przez Ojca Maksymiliana sekretarzem wydawanych przez Niepokalanów pism i jednym z osobistych sekretarzy gwardiana. "Jako sekretarz Ojca Maksymiliana mieszkałem w celi obok niego - wspominał - zajmowałem się jego korespondencją, odpowiadałem na telefony...".

Po pięciu latach życia w klasztorze, 6 marca 1937 r., na ręce Ojca Maksymiliana br. Cyprian złożył wieczyste śluby zakonne. Od swego Gwardiana uczył się zaufania do Matki Bożej. "Pamiętam, że raz przy obiedzie powiedział: «Drogie dzieci, pomódlcie się, bo mamy wielką płatność». Jednak już przy kolacji powiedział nam, żebyśmy podziękowali Matce Bożej, gdyż podczas obiadu ktoś przyniósł na furtę klasztorną 20 tys. - tyle, ile było potrzeba".

Mógł też podziwiać opanowanie i cierpliwość swego przełożonego, mimo czasem bardzo stresujących warunków i napiętych terminów. "Pracy w tym okresie było dużo - wspominał - gdyż byliśmy największym ówczesnym wydawcą w Polsce. Raz tylko widziałem go zdenerwowanego. Było to po aresztowaniu w 1939 r. Dwaj Polacy, więźniowie, pokłócili się o to, kto ma gęściejszą zupę, a przy tym ubliżali imieniu Matki Bożej. Ojciec Maksymilian postawił swoją menażkę na ziemi, wstał i grożąc pięścią powiedział, że Matce Bożej nie wolno ubliżać".

Gdy wybuchła II wojna światowa, jeszcze przed aresztowaniem zakonników, br. Cyprian wykonał zdjęcie do nowego dowodu dla Ojca Maksymiliana, bez brody, którą nosił po powrocie z Japonii. Zdjęcie bez brody miało świadczyć, że gwardian nie jest Żydem.

We wrześniu 1939 r. br. Cyprian znalazł się w gronie 38 zakonników, którzy wraz z Ojcem Maksymilianem zostali przez Niemców aresztowani i przebywali w różnych obozach. Po powrocie do klasztoru br. Cyprian znów zajął się fotografowaniem, choć tym razem były to zdjęcia do dowodów okolicznej ludności.

Fotoreporter

Fotoreporterem został dopiero, jak sam mówił, w 1946 r., gdy wykonał "zdjęcia z uroczystości ingresu kard. Hlonda z Gniezna do Warszawy".

Franciszkanin zasłynął jako fotograf Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. W trudnych latach komunizmu Episkopat Polski szukał zaufanych fotografów. Poproszono br. Cypriana o pomoc. "Oficjalnie funkcję fotografa sekretariatu Prymasa Polski otrzymałem dopiero w latach 50." - przyznał zakonnik. I tak, za zgodą swoich przełożonych,  w weekendy - po wykonaniu swojej posługi jako katecheta - zaczął jeździć po Polsce, by uwieczniać obchody milenijne. Przez wiele lat jeździł autostopem. Czasem zabierali go po drodze różni biskupi. Kard. Wyszyński szybko zwrócił na niego uwagę i zdarzało się, że bez jego obecności nie chciał rozpoczynać obchodów. Dopiero po kilku latach Prymas zorientował się, że br. Cyprian nie otrzymywał żadnego wynagrodzenia za swoją posługę, a przełożeni go nie wspierali i kazali zatroszczyć się samemu o fundusze na wyjazdy i materiały fotograficzne. Ale br. Cyprian nigdy nie narzekał i mówił, że Matka Boża się troszczyła: „Raz nawet w kryzysowej sytuacji otrzymałem 500 zł od kard. Wojtyły, który powiedział, że chce mnie wesprzeć i moją pracę”. Kardynał czuł się dobrze w towarzystwie zakonnika, często stawiał go za przykład franciszkańskiego ubóstwa i pokory. Podobało mu się to, że br. Cyprian nigdy nie skarżył się i nie mówił źle o swoich przełożonych.

Obaj kardynałowie, Wyszyński i Wojtyła, nazywali go zdrobniale [...].

Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu RYCERZ MŁODYCH - 3(77)2020 | Fotograf Prymasa, s. 20