Widok pielgrzymów w drodze wzrusza nawet osoby niepraktykujące. Agata Ślusarczyk od wielu lat czyni swoje życie modlitwą kroków, podczas której podąża śladami świętych.
Jest dziennikarką portalu opoka.org.pl. Przed nawróceniem w 2008 r. nie myślała o pielgrzymowaniu. Nie pociągała jej ta forma modlitwy, a wręcz odstręczała. "Myślałam pogardliwie, że to wczasy dla ubogich, a pielgrzymki są dla ludzi, którzy nie mają pieniędzy, żeby pojechać na zagraniczne wakacje" - wyznaje Agata Ślusarczyk. Wszystko zmieniło się pewnego lata, gdy koleżanka zaproponowała jej przyjazd do sióstr niepokalanek mieszkających w Szymanowie. Miała pomagać przy obsłudze pątników z Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej. Pamięta moment, kiedy pielgrzymi wchodzili na teren klasztornego ogrodu. "Mimo wielkiego zmęczenia ich radość wręcz «unosiła się» w powietrzu. Zamiast leżeć i odpoczywać na trawie, tańczyli oraz śpiewali. Zobaczyłam w pielgrzymach urzekającą wdzięczność i pokorę. Pomyślałam, że ja też chcę doświadczyć sekretu pielgrzymowania" - relacjonuje Agata. Po raz pierwszy zdecydowała się wyruszyć z akademicką pielgrzymką z Warszawy do Częstochowy. Wybrała grupę biało-czerwoną, w której szły osoby z jej wspólnoty Wody Życia. Czuła się zestresowana i zalękniona, nie wiedziała, co ją czeka, zastanawiała się, czy w ogóle przejdzie trasę. "Gdy oddawałam spakowany plecak na samochód bagażowy, w myślach powierzyłam wszystkie obawy Panu Bogu. Podczas drogi doświadczyłam, że człowiek nie jest sam, ale należy do wspólnoty. Nie doszłabym do Częstochowy, gdyby ktoś w odpowiednim momencie nie podał mi wody i nie pomógł rozbić namiotu" - przyznaje pątniczka. Od tej pory pielgrzymowała do Częstochowy 10 razy, co uświadomiło jej, że nie jest samowystarczalna.
Doświadczenie pielgrzymkowe ma odzwierciedlenie w jej codziennym życiu. "Dzięki pielgrzymkom łatwiej przychodzi mi docenianie i zauważanie ludzi wokół. Kiedy podejmuję trudne decyzje, nie liczę tylko na siebie. Pielgrzymowanie nauczyło mnie zaufania do Boga i tego, że znajdą się osoby, które pomogą mi w życiu. Pielgrzymowanie odziera człowieka z różnych iluzji i uczy budowania więzi" - przekonuje pątniczka. Zwraca uwagę, że pielgrzymowanie jest łaską. Nie każdy może i jest powołany do pójścia na szlak. "Jestem wybrana do tego, żeby iść w danym roku na daną trasę, ale z pamięcią o intencjach innych, którzy nie mogą pielgrzymować". Na jednej z pielgrzymek, gdy wychodziła z grupą pątników z Warszawy, zobaczyła starszą panią w oknie, która machała jej grupie. Z ruchu warg kobiety odczytała szept: "Pomódlcie się za mnie", co głęboko ją poruszyło.
Z Częstochowy na camino
Po wielu latach pielgrzymowania do Częstochowy poczuła, że potrzebuje czegoś więcej. Droga na Jasną Górę stała się dla niej rutyną, a ona chciała uniknąć sytuacji, w której będzie liczyć tylko na własne siły. "Po latach pielgrzymowania wie się, gdzie są noclegi i sklepy, jak szybciej dostać obiad i prysznic. Znowu zatęskniłam za podróżą w nieznane, aby ponownie zaufać Bogu i prowadzeniu Ducha Świętego" - opowiada Agata. Po uroczystości Zesłania Ducha Świętego pojawił się pomysł, aby z koleżanką pielgrzymować z Rzymu do Asyżu śladami św. Franciszka, gdzie także znajduje się grób św. Carla Acutisa. Pątniczki zaczęły codziennie modlić się o właściwą organizację i wybór szlaku. "Nie można wyruszyć na trasę bez wcześniejszego przygotowania duchowego, ponieważ w drodze pojawia się wiele trudnych sytuacji" - wskazuje Agata.
Pewien chłopak, który przeszedł już ten szlak, pomógł pątniczkom w organizacji pielgrzymki. Okazało się, że droga jest oznakowana i nazywa się Via di Francesco ("Droga św. Franciszka"). To było pionierskie doświadczenie, bo niewielu Polaków pielgrzymuje pieszo szlakami camino we Włoszech. Z tej drogi Agata szczególnie zapamiętała wydarzenie, gdy szły z koleżanką z miejscowości Piediluco do Poggio Bustone. Mniej więcej w połowie trasy był bar, w którym wypiły kawę, chwilę posiedziały i ruszyły dalej, ale okazało się, że poszły w niewłaściwą stronę. Po kilku kilometrach musiały zawrócić do baru. "Kiedy wróciłyśmy na miejsce, stwierdziłam, że potrzebuję zjeść coś konkretnego, ponieważ czekała nas długa droga. Po chwili zaczęła się psuć pogoda i nadciągała burza, a przed nami był górski odcinek trasy. W tym momencie do baru weszła dwójka włoskich pielgrzymów. Zaczęłyśmy z nimi rozmawiać, a Włosi odradzali nam dalszą drogę. Powiedzieli: «Jest tutaj w okolicy nasz znajomy, on nas zawiezie». Przeczekałyśmy burzę w barze, a potem pojechałyśmy na nocleg. Gdyby nie to spotkanie, znalazłybyśmy się w niebezpiecznej sytuacji na błotnistym szlaku podczas szalejącej burzy" - wspomina Agata. Uważa, że było to namacalne doświadczenie anioła stróża i Bożego prowadzenia. Włoskie camino pokazało Agacie, że osoby, które spotykamy na drodze nie są przypadkowe, choć nie od razu rozumiemy, dlaczego ktoś pojawia się w naszym życiu. [...]
Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu RYCERZ MŁODYCH - 4(114)2026 | Bezpowrotnie urzeczona, s. 22




