Dobry przykład
Dorothy Day - amerykańska dziennikarka, działaczka społeczna, pacyfistka, "najbardziej interesująca, znacząca i najsilniej oddziałująca osoba w historii amerykańskiego katolicyzmu" (D. O’Brien). W 2000 r. ogłoszona służebnicą Bożą.
DD, czyli Dorothy Day, przeszła na katolicyzm dopiero po trzydziestce, ale przyjęła go całym sercem i wolą, na przekór sobie i swoim odczuciom; wybierając między człowiekiem a Bogiem, wybrała Chrystusa.
Dorastanie
Przyszła na świat 8 listopada 1897 r. w Nowym Jorku jako trzecie z pięciorga dzieci. Wychowywała ją głównie matka Grace, gdyż ojciec John - dziennikarz sportowy, większość czasu spędzał poza domem. Kiedy podjął pracę w gazecie codziennej "San Francisco Chronicle", rodzina przeniosła się do Oakland w Kalifornii. Tam pewna rodzina metodystów zabierała DD do kościoła i szkółki parafialnej. Polubiła modlitwę, szczególnie psalmy, i jako jedyna z rodziny chodziła do kościoła. Na skutek trzęsienia ziemi w 1906 r. w San Francisco ojciec stracił pracę i rodzina przeprowadziła się do Chicago. Kiedy DD pod wpływem swojej przyjaciółki zaczęła interesować się katolicyzmem, ojciec skierował ją do kościoła episkopalnego, w którym w wieku 12 lat otrzymała chrzest i konfirmację.
W Chicago, podejmując się różnych prac i pisząc artykuły do lokalnych gazet, zarabiała na swoje utrzymanie i studiowała na uniwersytecie w Illinois. Poznała biedę i problemy robotników oraz socjalistów, którzy byli odpowiedzią na jej pragnienia walki z niesprawiedliwością społeczną. Po dwóch latach przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie jej ojciec znalazł pracę w "The Morning Telegraph". Dorothy zarabiała, pisząc w socjalistycznych gazetach "The Call", "The Masses" i "The Liberator".
Społeczne zaangażowanie
Doświadczenie biedy i kontakty z lewicowymi poglądami rozbudziły w DD wrażliwość społeczną. Materializm osób religijnych, zadowolonych teraźniejszością tego świata, przeczących obecności Chrystusa w biednych, zaprowadziły ją do komunistów. Odrzucała ten rodzaj religijności, który z komunistami nazywała "opium dla ludu". Popierała więc dążenia do poprawy sytuacji robotników i ludzi bezrobotnych.
Opowiadała się przeciwko wykluczeniu, biedzie, niesprawiedliwości społecznej i rasowej - nie tylko słowem, ale także pikietowaniem. W Waszyngtonie, z powodu udziału w pikiecie na rzecz obrony praw wyborczych kobiet, odsiedziała kilka dni w areszcie. Protesty przeciwko wojnie i poborowi do wojska, przez co wielokrotnie była aresztowana i osadzana więzieniu, zyskały jej miano pacyfistki. Sprzeciw wobec wojny, używaniu przemocy i broni atomowej, a nawet wobec idei tzw. wojny sprawiedliwej, był do końca jej nieugiętą postawą.
"Chciałabym zmienić świat. Chciałabym, by biedni i bezdomni mieli godną pracę. Nie możemy ustawać w naszych dążeniach, bo tylko siejąc dobro, wierzymy, że będzie się ono rozprzestrzeniać, a zasiane, kiedyś zbierze obfity plon" - napisała w jednym ze swoich artykułów. Pragnęła, aby - jak napisze w swej autobiografii - "wszyscy byli dobrzy..., żeby każdy dom był otwarty dla chorych, chromych i ociemniałych". Później przyznała, że lektura socjalistycznych książek nawróciła ją ku ubogim, a miłość do ubogich nawróciła ją do Chrystusa, którego znalazła w ludziach.
Droga do Kościoła
DD doświadczyła kilku nieszczęśliwych związków, a jeden z nich zakończył się aborcją - największą tragedią jej życia. Jako feministka współpracowała z kobietami dążącymi do otwarcia kliniki kontroli urodzeń, po tragedii aborcyjnej stała się obrończynią życia. Sądziła że aborcja spowodowała u niej bezpłodność. Jednak wiadomość, że spodziewa się dziecka z kolejnym partnerem - anarchistą i biologiem, który odrzucał małżeństwo i wiarę - pobudziła ją do dziękczynienia i rozbudziła pragnienie wiary. Córeczkę urodziła 4 marca 1926 r. Wróciła do czytania Biblii, tekstów św. Augustyna, O naśladowaniu Chrystusa Tomasza à Kempis, do modlitwy psalmami. Pragnęła ochrzcić dziecko, by nie musiało szukać, tak jak ona, kierunku w życiu. Wyjątkową radość sprawiał jej Różaniec. Odmawiania go nauczyła ją s. Aloysia, która przygotowała chrzest córki DD.
Kochała partnera, którego zawsze nazywała "mężem", i pragnęła, by córka miała ojca. Wiedziała jednak, że stając się katoliczką, musi przerwać konkubinat. Dla niej był to wybór między Bogiem a człowiekiem, między Kościołem a własnymi pragnieniami. Ostatecznie rozstała się z partnerem, 28 grudnia 1927 r. została warunkowo ochrzczona w kościele w Tottenville, odbyła pierwszą spowiedź i następnego dnia przyjęła Komunię. Po latach stwierdziła, że idąc za powołaniem, trzeba czasami płacić rozdzierającą serce cenę: "Dla mnie Chrystus nie był do kupienia za trzydzieści srebrników, ale za krew mego serca".
Nawet po rozstaniu przez długi czas pisała do byłego partnera listy miłosne i próbowała nakłonić go do ślubu kościelnego. Miała nadzieję, że wybierze ją i córkę, ale tak się nie stało. Po pięciu latach walki o zmianę jego decyzji powróciła do swoich pierwotnych idei - chciała być z ubogimi.
Chrystus w ubogich
Kiedy w 1932 r. dla gazety "Commonweal" Dorothy zdawała relację z demonstracji na rzecz ubogich w Waszyngtonie, zdała sobie sprawę, że wśród demonstrujących nie było katolików. Po demonstracjach, 8 grudnia, weszła do katedry Niepokalanego Poczęcia, by prosić Boga o znak, jak może połączyć swoje pragnienie sprawiedliwości społecznej z wiarą.
Po powrocie do Nowego Jorku spotkała Petera Maurina - francuskiego rolnika, którego idee były odpowiedzią Boga na jej prośbę. Znajomość zaowocowała powstaniem Ruchu Katolickiego Robotnika (The Catholic Worker Movement) z gazetą "The Catholic Worker", która proponowała "rewolucję serca" i owocowała zakładaniem "domów gościnności". Pragnienie DD stawało sie rzeczywistością: w "domach gościnności" była z ubogimi i dla ubogich - one i gazeta służyły temu, aby tak jak ona każdy widział w potrzebujących Chrystusa.
W swojej gazecie nie bała się poruszać niewygodnych tematów. Krytykowała ludzi Kościoła i wierzących, których postępowanie uznawała za sprzeczne z Ewangelią.
Nie interesowały jej teologiczne debaty, ale kwestie moralności, duchowości i społecznego życia. Opierała się na społecznej nauce Kościoła papieży Leona XIII i Piusa XI i na przeciwstawieniu przemocy i wojnie miłości i uczynków miłosiernych. "Pozwólcie, że powiem, ryzykując, iż wyda się to śmieszne, ale prawdziwy rewolucjonista kieruje się wielkim uczuciem miłości" - napisała w artykule do młodzieży. [...]
Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu RYCERZ MŁODYCH - 2(112)2026 | Boża buntowniczka, s. 18




