Pomiń ten link jeśli nie chcesz trafić na czarną listę!
  • Slider 14
  • Slider 15
  • Slider 16
  • Slider 17
Dwumiesięcznik dla młodych ciałem i duchem

Święci – moi przyjaciele

Redakcja   

1(111)2026 | Święci – moi przyjaciele
1(111)2026 | Święci – moi przyjaciele
1(111)2026 | Święci – moi przyjaciele

Ruben Ferreira - twórca, który z malarstwa uczynił narzędzie ewangelizacji we współczesnym świecie - odpowiada na nasze pytania, dzieląc się swoim doświadczeniem wiary.

W rozmowie z Mario Conte OFMConv powiedziałeś, że jako nastolatek rozpocząłeś swoją drogę do głębszej relacji z Bogiem. Jak wcześniej postrzegałeś Boga, Kościół, świętych, modlitwę?

Ruben Ferreira: Moja rodzina była katolicka tylko z nazwy i trochę z tradycji. Zostałem po prostu ochrzczony. Jeździliśmy raz w roku do Fatimy, jak wielu innych Portugalczyków, ale nie wypływało to z głębszej wiary. Matka Boża była obecna w naszym życiu, jak obecna jest w życiu większości Portugalczyków. Powiedziałbym, że nawet jeśli nie wierzysz w Kościół ani w Boga, Matka Boża zawsze zajmuje szczególne miejsce w sercach i życiu ludzi. Ona po prostu jest i, co ciekawe, zawsze przynosi ze sobą swojego Syna. Pierwszy kontakt z Pismem Świętym miałem w Fatimie, kiedy zapalając świecę, wylosowałem cytat z Biblii. Pamiętam go do dziś: "Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia". Nawet jeśli nie znałem Jezusa, nie wiedziałem, czym jest Kościół, to często rozważałem znaczenie tych słów, które wylosowałem. Te słowa były głęboko zakorzenione w moim sercu. Myślę, że Bóg przygotowywał mi drogę, abym mógł otworzyć swoją duszę na Jego łaskę.

Nie postrzegałem praktyk religijnych ani Kościoła w pozytywnym świetle. Krytykowałem Kościół i ludzi Kościoła. Tego nauczyła mnie telewizja, dom, rówieśnicy. Aż pewnego dnia tato powiedział: "Wiesz, świat by się skończył, gdyby Kościół się skończył, bo Kościół czyni wiele dobrego dla ludzi". To było coś; te słowa powiedział mój tato, który nie chodził do kościoła.

Kiedy byłem nastolatkiem, religia mnie w ogóle nie interesowała. Co prawda, obok mnie żyli ludzie, którzy wierzyli, ale ja się tym nie interesowałem. Czasem zadawałem rodzicom pytania o wiarę i religię, ale oni nie umieli na nie odpowiadać. Byłem ciekaw, więc czasem szperałem i odkrywałem nowe rzeczy. Odkrywanie odpowiedzi na pytania, na które nikt nie umiał mi odpowiedzieć, był najlepszym czasem w moim życiu. W tym okresie zacząłem chodzić do kościoła i - co ważne - moi rodzice i rodzina również zaczęli ze mną chodzić. Ale to dzięki życiorysom świętych poznałem Boga.

Kiedy patrzyłem na obrazy i figury w naszych kościołach, zastanawiałem się, kim są ci ludzie, a poznanie ich życia zaprowadziło mnie do Jezusa i do Kościoła katolickiego. Od tamtej pory święci są moimi przyjaciółmi, którzy nieustannie pomagają mi być najlepszą wersją siebie samego.

Kiedy odkryłeś sztukę jako powołanie?

RF: Mój tata malował pejzaże, więc z pewnością dorastałem z zapachem farb w domu. To rozbudziło moją artystyczną naturę. Niemniej jednak przez rodziców nie byłem zachęcany do podjęcia studiów artystycznych. Z wykształcenia jestem pracownikiem socjalnym i mediatorem ds. rozwiązywania konfliktów. Dopiero po przeprowadzce z Lizbony do Londynu ukończyłem kursy z malarstwa. Jestem poniekąd samoukiem i za to dziękuję Panu Bogu, gdyż to On musi wykonać większość pracy. Ja nie mogę pracować bez Niego. Muszę się oprzeć i polegać na Nim. On jest przecież największym Artystą!

Czy sztuka może być formą modlitwy?

RF: Sztuka była moim pierwszym sposobem modlitwy. Każdy obraz jest dla mnie rodzajem modlitwy. To dialog. Zawsze powtarzam, że pracuję wśród świętych, a święci pracują we mnie. Muszę przyznać, że trudno mi malować kogoś, kogo nie znam, więc dla mnie malowanie świętego, fragmentu Biblii, Matki Bożej czy Jezusa to zawsze relacja, zawsze modlitwa. To wymaga ode mnie wielu godzin przygotowania, dużo czytania, poznawania historii i bliskości z Duchem Świętym. Im lepiej poznam dana osobę, tym lepiej mogę pokazać ją światu.

Uważam, że sztuka sakralna powinna ukazywać różnorodność Kościoła. Widzę to bardzo dobrze na przykładzie mojej obecnej parafii w Londynie. Nasza wspólnota jest naprawdę różnorodna. Do tutejszego kościoła uczęszczają ludzie z różnych stron świata; każdy jest inny i inaczej postrzega sztukę sakralną, każdy ma nieco inne spojrzenie na religijność. To dlatego poprzez sztukę chcę stworzyć przestrzeń, w której każdy może poczuć się włączony w Królestwo Boże, zasiąść przy stole Jezusa.

Sztuka to dla mnie misja [...].

Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu RYCERZ MŁODYCH - 1(111)2026 | Święci – moi przyjaciele, s. 6