Pomiń ten link jeśli nie chcesz trafić na czarną listę!
RYCERZ MŁODYCH
  • Slider 2
Dwumiesięcznik dla młodych ciałem i duchem

18 lat cierpienia

Teresa M. Michałek   

Była cierpiącą rycerką Niepokalanej. Swój codzienny krzyż boleści przyjmowała z radością. Miała świadomość, że sam Chrystus zaprasza ją do udziału w Jego zbawczej męce. Cierpienie było dla niej sposobem walki o dusze grzeszników.

Do Rycerstwa Niepokalanej wstąpiła, mając 10 lat. W pełni świadoma, że staje się własnością Niepokalanej, rozpalała się troską o zbawienie swoje i innych. Nie wiedziała jeszcze wtedy, jak będzie walczyć o jak największą chwałę Bożą. Tajemnicza choroba i straszne cierpienie stały się polem jej rycerskiej walki. Nikt nie mógł wytłumaczyć sobie jej cierpienia: ani rodzice, ani lekarze, ani kapłan. Każdy, kto jej pomagał, wiedział, że została powołana do przyjęcia niewytłumaczalnego krzyża cierpienia.

Proroczy sen

Barbara Sporysz urodziła się 28 lutego 1942 r. we wsi Klecza Dolna niedaleko Wadowic, jako dziesiąte dziecko. Najstarsze miało wtedy siedem lat. Jej mama wspominała, że dziewczynka urodziła się w jakiejś komórce na słomie, jak Jezus, "w nędznej szopie urodzony". Rodzice, wysiedleni z Pomorza, przybyli do Generalnej Guberni rok wcześniej. "Jednej nocy miałam sen - wspomina Władysława, matka Barbary - byłam blisko źródełka, ujrzałam jakąś panią schodzącą z pagórka ku mnie, położyła ona swą dłoń na moim ramieniu i powiedziała łagodnie, a jednocześnie poważnym i rozkazującym tonem w głosie: «Ty idź za mną». Zrozumiałam, że to była Matka Boża (...). Ja szłam za Nią; lecz im wyżej było w górę, tym słabiej mi się robiło. W końcu powiedziałam: «Matko Boża, ja już nie dam rady, dalej iść za Tobą nie mogę. Jestem słaba». W tym momencie się obudziłam. Potem dalej śniło mi się, że stoję przy źródełku, zapatrzona w niebo. Po chwili na niebie ujrzałam obraz Trójcy Świętej. Tak zapatrzona, widziałam, jak przyszła biała chmurka i to wszystko zakryła. Obudziłam się i pomyślałam, że ten sen oznacza jakiś krzyż. I tak było. Po tygodniu zauważyłam, że jestem w odmiennym stanie. Miałam dziewięcioro dzieci. Przyszła Basia jako dziesiąte dziecko. Kłopotałam się, co będzie. Nie było nawet co jeść. Nie było w co się ubrać. Przy Boskiej pomocy jakoś się wszystko ułożyło, żeśmy z głodu nie pomarli".

Mama Basi miała rację, to była zapowiedź przyszłego cierpienia. [...]

Cały artykuł przeczytasz w papierowym wydaniu RYCERZ MŁODYCH - 6(68)2018 - 18 lat cierpienia, s. 12