• Fot.F.Wojciechowski
    Fot.F.Wojciechowski

Nowa forma życia

Nowa forma życia (1)

Nocny Gość

- I uważaj na siebie... - zdążyła jeszcze krzyknąć mama za wyskakującym z domu jak strzała Bogumiłem. Jej głos zmieszał się jednak z trzaskiem zamykanych w pędzie przez chłopaka drzwi i urwisowatym śmiechem przebiegających po klatce schodowej w tym samym momencie dzieci sąsiadów.

- Uważaj na siebie - przedrzeźniał troskę matczynego serca chłopiec. - Zawsze to samo. Odkąd po raz pierwszy wypuściła mnie samego z domu: "Uważaj, Boguś, dziecko..." - przecież człowiek już prawie dorosły. Ech! Jakby któryś z kumpli usłyszał, to obciach - kontynuował myśl, przeskakując po trzy, cztery schody na raz.

Bogumił był jedynakiem. Jakieś cztery lata temu jego ojciec zmarł wskutek ciężkiej choroby. Samotnej wdowie pozostał tylko on. Matka drżała o niego na każdym kroku. Tym bardziej teraz, kiedy dojrzewał i jak większość młodych ludzi w tym wieku przeżywał jakiś wewnętrzny bunt. Odkąd niewinne zabawy w piaskownicy przybrały formę domowych schadzek, późniejszych powrotów do domu, różnego rodzaju eksperymentów.

Boguś był ostrożny z natury. Pamiętał także słowa ojca, który, szczególnie pod koniec, tłumaczył mu i prosił, żeby nigdy nie sprawiał mamie przykrości: "Matka to skarb, pamiętaj - mówił słabym już głosem. - Pan Jezus też ma Matkę. Szanuje Ją i kocha". Brzmiały mu w uszach te słowa, a z czasem zapadły głęboko w serce.

Na parkingu czekał na niego Sławek, starszy kolega, który jakiś miesiąc temu zrobił prawo jazdy i nawet po bułki do sklepu jeździł autem.

- Co tak długo?! - wrzasnął zniecierpliwiony Sławek.

- Aleś się ulizał - odparł Boguś, ignorując pytanie kolegi. - Daj się przejechać - dodał.

- No i co jeszcze. Stary by mi do końca życia nie pozwolił siąść za kółkiem, jakbyś mu brykę porysował albo by nas złapali.

- Przecież twój tata jest gliną...

- No więc właśnie. Za dwa lata zrobisz prawko i ty będziesz nas woził na imprezy.

Jechali, milcząc przez dłuższy czas. Po chwili Boguś zagadnął nerwowo:

- Nie mogę zostać do rana. Wiesz, jaka jest moja mama. Po śmierci taty zrobiła się jeszcze bardziej przewrażliwiona.

- To lipa, bo ja cię nie odwiozę - rzucił Sławek niby mimochodem [...]

 

To jest tylko fragment artykułu.
Więcej przeczytasz w "Rycerz Młodych" 1 (9) 2009, s. 11

 

Nowa forma życia (2)

Nie wiedzą, co czynią...

Bogumił zasnął dopiero nad ranem. Przespał dwie, może trzy godziny... Po przebudzeniu rozmyślał o nocnych przygodach. W świetle sobotniego poranka wszystko, co przeżył nocą, wydawało mu się trochę niedorzeczne, jak marzenia senne, które czasem nielogicznie przechodzą jedno w drugie; najpierw trzech hooligans, później wysoki, chudy nieznajomy, który coś mu daje i gdzieś zaprasza - gdzie sens, gdzie logika...?

- Boguś, telefon... - z zamyślenia wyrwał go głos mamy.

Z trudem zwlekł się z łóżka i ciężkimi krokami podszedł do słuchawki. Nie miał ochoty z nikim gadać.

- Co tam? - wyjęczał z poranną chrypką.

Po drugiej stronie słuchawki odezwał się podniecony Sławek:

- Dobrze, że cię słyszę, coś ty taki markotny? Wyszedłeś z imprezy bez "do widzenia", z nikim nie gadałeś, nic nie...

- Słuchaj, oddzwonię do ciebie później - przerwał Boguś koledze.

- A nic nie zgubiłeś? - zagadnął prowokacyjnie Sławek.

Bogusiowi przypomniał się nieszczęsny telefon, którego tak "pragnął" wczoraj jeden z chuliganów.

- Komórkę przynieś mi w poniedziałek do szkoły, muszę...

- Czekaj, słyszałem, że na waszym osiedlu kogoś wczoraj strasznie pobili i obrabowali monopolowy - tata Sławka był dzielnicowym, więc chłopak był na bieżąco we wszelkich nowinkach.

- Złapali ich? - spytał Bogumił, któremu aż ciarki przeszły po plecach i z trudem przełknął ślinę.

- Na razie nie. Ojciec od rana lata z tą sprawą. Zresztą, po co się włóczył po nocy, tak by nie oberwał...

Bogumił odwiesił słuchawkę. Zamknął się w swoim pokoju i siadł na tapczanie. Na podłodze zauważył ofiarowany mu wczoraj przez nowo poznanego Pawła Cudowny Medalik, który musiał mu wypaść z ręki, gdy zasnął. Trwoga wieczoru odżyła na nowo. Chłopiec podniósł z podłogi mały "kawałek blaszki".

"Cudowny Medalik" - myślał. "Co w nim cudownego?" - pytał sam siebie. Wierzył w Boga, ale jakieś "chrześcijańskie gadżety", cudowne obrazy, objawienia... - nie, to bzdury...

"Skąd na świecie tyle zła?" - myślał dalej i aż się w nim gotowało. "Jak można kochać te "łyse łby", które biją, kradną i szydzą ze wszystkiego? Ja to bym ich wszystkich..."

- Boguś, pomóż mi - odezwała się mama, chyba w odpowiednim dla młodej duszy momencie.

Jak w każdą sobotę chłopak zrobił matce zakupy, posprzątał i tak zeszło do trzeciej.

- Wychodzę - rzucił jak zwykle w progu drzwi.

- Uważaj na siebie, dziecko - jak zwykle odpowiedziała mama.

- Będę - odpowiedział jak nigdy.

Swoje kroki skierował w stronę kościoła. Była za pięć czwarta, chciał od razu iść na plebanię, ale zobaczył, że drzwi świątyni są uchylone i postanowił przywitać się najpierw z Gospodarzem. Uklęknął, ale nijak nie mógł się skupić na modlitwie. "Mogłem zostać na imprezie, wypić parę głębszych, wrócić nad ranem i z głowy miałbym cały ten cyrk. A tak straciłem kasę, wyszedłem na idiotę i nie mogłem spać" - pokusa przychodziła za pokusą [...].

Więcej w: Rycerz Młodych 10/2009, s. 11

 

Nowa Forma Życia (3)

Dwa Serca

Na spotkaniu z o. Pawłem młodzi ludzie żywo rozprawiali na różne tematy. Nie wiadomo, kiedy uciekły dwie godziny i gdyby nie Msza święta, którą kapłan musiał odprawić, pewnie jeszcze długo trwałyby te rozmowy.

Bogumił raczej mało mówił, więcej słuchał, co wynikało z jednej strony z jego nieśmiałego usposobienia, z drugiej z szalejącej w jego młodej głowie burzy myśli, wywołanej przez banalne wręcz wydarzenia ostatnich dni, które jednak doprowadziły go tutaj, na jakieś dziwne spotkanie w przykościelnej salce katechetycznej, której progi ostatni raz przekraczał, gdy przygotowywał się do Pierwszej Komunii świętej. No i oczywiście słowa Ewangelii, które o. Paweł kazał mu przeczytać na rozpoczęcie spotkania, oraz to dziwne retoryczne pytanie, jakie zadał. Boguś czuł się jak ewangeliczny młodzieniec. W głowie się kotłowało: "Czy przestrzegam przykazań, jakie ja mam posiadłości, co to znaczy pójdź za Mną, rozdaj ubogim - jakim ubogim, po co? Czym jest życie wieczne?" Wszystkie te pytania zajęły miejsce tego, które nurtowało go jeszcze parę minut temu: Skąd zło na świecie i dlaczego?

Spotkanie dobiegło końca, zebrani podziękowali za nie Bogu. Bogumił pożegnał się i pierwszy skierował swoje kroki w stronę wyjścia.

- Boguś, czekaj - o. Paweł szedł w stronę chłopca z jakąś opasłą czerwoną książką. - Obiecałem ci, że porozmawiamy o tym medaliku, który ci dałem, ale nie zdążyliśmy. Zaznaczyłem ci rozdział, z którego dowiesz się całkiem sporo na ten temat. - Uśmiechnął się pogodnie i podał mu lekturę - Zapraszam za tydzień o tej samej porze. Zostań z Bogiem.

- Z Bogiem - odparł Boguś.

Do domu wracał z jakimś niewyjaśnionym dla niego samego pokojem w sercu. Chętnie jeszcze by się gdzieś poszwędał, ale wrodzona ciekawość skierowana tym razem w stronę grubej książki kazała wracać.

Wszedł do domu, usiadł na tapczanie, zaświecił lampkę znajdującą się obok.

- Rycerz Maryi - wyrecytował tytuł książki, po czym podtytuł: Misja i męczeństwo św. Maksymiliana Marii Kolbego. Spomiędzy kartek wystawały fiszki przyklejone przez o. Pawła w miejscu, gdzie chłopak miał czytać. Otworzył, zgodnie z poleceniem, i zatopił się w lekturze:

"Był 18 lipca 1830 r. Następnego dnia siostry miłosierdzia w swym domu macierzystym przy Rue du Bac w Paryżu miały obchodzić święto swego założyciela, św. Wincentego. Katarzyna Labouré obudziła się z dziwnym uczuciem. Ocknęła się i rozejrzała po celi. Przy jej łóżku stał anioł w białej szacie i wołał ją trzykrotnie po imieniu. Anioł rzekł do niej:

- Chodź do kaplicy, Najświętsza Panna czeka na ciebie.

Więcej w: Rycerz Młodych 11/2009, s. 11

 

Nowa Forma Życia (4)

Tak, chcę

- Przecież to bez sensu! Jak kawałek blachy zawieszony na szyi może działać cuda?! - wykrzykiwał Sławek w stronę Bogumiła, wymachując przy tym rękami. - Ten twój Cudowny Medalik, dziwny kapłan, o którym opowiadasz, grupka jakichś nawiedzonych osób..., stary! Masz 16 lat, a gadasz jak moja babcia.

- Która jest o wiele mądrzejsza i bardziej doświadczona przez życie niż ty - szanowny 18-latku - podłapał Boguś.

- To było poniżej pasa - obruszył się Sławek.

Chwilę milczeli obydwaj nastolatkowie, czerwoni na twarzach, a starszy trochę bardziej zasapany od tej sprzeczki.

- Dobra, sorry... - pierwszy przełamał się starszy kolega. - Znamy się od dziecka, prawie wszędzie razem, martwię się po prostu, co się dzieje z moim najlepszym kumplem.

- Wszystko w porządku - Boguś sprawiał wrażenie, jakby sam nie do końca był przekonany, co się z nim ostatnio dzieje.

- Słuchaj, zostaw dzisiaj to spotkanie i chodź ze mną do klubu na bilard - Sławek kuł żelazo póki gorące.

Stali na środku osiedla. Boguś spojrzał na widniejący ponad blokami krzyż wieży parafialnego kościoła. Tylko on sam wiedział, jaką wewnętrzną walkę musi teraz stoczyć.

- Dobra... - zaczął wreszcie.

- No widzisz! - Sławek nie dał mu skończyć.

- Odprowadzę cię pod dyskotekę, może nawet wstąpię na chwilę i wracam na spotkanie.

- A już myślałem, że jesteś normalny - Sławek machnął ręką i ruszyli.

- Zastanawiałeś się kiedyś nad sensem życia? - zaczął Boguś.

- A po co? - odparł lakonicznie dorosły kolega, myślami będąc zupełnie gdzie indziej.

- Bo widzisz, tak mnie wciągnęła ta książka o życiu i męczeństwie św. Maksymiliana Kolbego, że przeczytałem całą. Ten człowiek był kapłanem, franciszkaninem. Gdy wybuchła wojna, za swoją działalność na rzecz szerzenia dobra i miłości trafił do obozu zagłady Auschwitz. Tam podtrzymywał na duchu innych współwięźniów, powtarzając, że tylko miłość jest twórcza, a nienawiść donikąd prowadzi. W końcu dobrowolnie zdecydował się oddać życie za nieznanego sobie współwięźnia, ojca rodziny, Franciszka Gajowniczka. Poszedł na śmierć do bunkra głodowego wraz z innymi więźniami. Tam rozgrzeszał umierających, modlił się i śpiewał pobożne pieśni, aż w końcu dokonał żywota, dobity zastrzykiem trucizny, z pokojem i nadzieją malującymi się na twarzy, 14 sierpnia 1941 r. - czyli w wigilię święta Wniebowzięcia Tej, którą całym sercem ukochał i której poświęcił swe życie - Maryi.

- Dla mnie to niepojęte - Sławek spoważniał.

- Dla nikogo z nas niepojęte, ale on do tej decyzji dojrzewał przez całe życie. Już jako młody człowiek wyznaczył sobie cel życia, a w swoim regulaminie, który nazwał Regulamentum vitae, czyli Regulaminem życia, jako pierwszy punkt napisał: "Muszę być świętym jak największym".

- Toż to pycha!

- Jaka pycha? [...]

Więcej w: Rycerz Młodych 12/2009, s. 11

 

Nowa Forma Życia (5)

Jeden warunek

Modlitwą, jak zwykle, zakończyło się kolejne rycerskie spotkanie. Młodzi ludzie, pożegnawszy się ze sobą, jeden po drugim pospiesznie opuszczali salkę parafialną. Zanosiło się na burzę.

O. Paweł, gospodarz tego miejsca, sprawdzał i szczelniej domykał stare okna. W końcu oprócz niego w salce pozostał już tylko Bogumił.

- Ostatnio po burzy mieliśmy tu basen - zagadnął kapłan chłopaka.

Ale burza widać nie była teraz największym problemem młodzieńca. Franciszkanin zaczął więc z innej strony:

- Pamiętam, jak po pierwszym spotkaniu wyskoczyłeś z salki jako pierwszy, podobnie po kilku kolejnych, a teraz nie możesz się z nią rozstać.

- Ludzie się zmieniają... - lakonicznie odparł Boguś.

- Całe szczęście... - uzupełnił o. Paweł. - Ale jak zaraz nie wyjdziesz, to cię porządnie zmoczy.

- Ojcze..., chciałem porozmawiać - głos chłopca był cichy, ale pewny.

Kapłan wyglądał, jakby się gdzieś śpieszył, ale na tę młodzieńczą prośbę zatrzymał się na chwilę.

- Trzeba rozmawiać - odpowiedział jakby sam sobie. - Pogaszę światła w salce i przejdziemy do innego pomieszczenia. - Deszcz bębnił już na dobre o metalowy parapet, jednostajnie nabierając tempa.

Boguś i o. Paweł przeszli do pokoju znajdującego się na piętrze plebanii zwanego rekreacją, w którym znajdował się długi drewniany stół nakryty obrusem, telewizor, zlew i suszarka na naczynia.

Ojciec czuł, że zanosi się na dłuższą pogawędkę:

- Napijesz się herbaty?

- Samej wody, proszę.

- Wedle życzenia.

Boguś sięgnął do plecaka, z którego wydobył dużą czerwoną książkę Rycerz Maryi i położył ją na stole.

- Od deski do deski - odmeldował o. Pawłowi.

- I jakie refleksje? - ożywił się kapłan.

- Chciałbym zostać rycerzem Niepokalanej - Boguś grał krótką piłkę.

- Chciałbyś? - ojciec zaintonował, jakby nie dosłyszał.

- Chcę - inteligentnie poprawił się nastolatek.

- Gratuluję! - krótko skomentował o. Paweł. - Tak jak mówiliśmy na dzisiejszym spotkaniu, rozpoczynamy już konkretne przygotowania do uroczystego przyjęcia nowych rycerzy, które odbędzie się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi. Nie zadeklarowałeś publicznie swojej chęci wstąpienia w szeregi rycerzy...

- To prawda, bo... mam pewne opory.

O. Paweł opuścił głowę, na znak, że zaczyna baczniej słuchać.

- Bo widzi, ojciec... - chłopak zbierał myśli - dużo tu mówimy na spotkaniach, modlimy się, śmiejemy, czasem rozstrzygamy jakieś problemy, coś wspólnie przygotowujemy - tutaj wszystko jest jasne. Ale to się kiedyś skończy. Ojca przeniosą na inną placówkę, my rozpoczniemy pracę albo pójdziemy na studia, potem pozakładamy własne rodziny - tu w kraju albo za granicą, bo to niestety coraz bardziej powszechna perspektywa dla młodych w naszym społeczeństwie - zacznie się szara rzeczywistość... - głos dojrzałego szesnastolatka stawał się coraz smutniejszy.

Ale o. Paweł uśmiechnął się serdecznie.

- Rycerstwo Niepokalanej to nie spotkania formacyjne. Owszem, one są niezwykłym środkiem do rozwoju duchowego człowieka, pomocą w dążeniu do świętości. Przecież Kościół to także wspólnota, nie pojedyncze osoby. Jednak, by być dobrym rycerzem, wcale nie musisz uczęszczać na spotkania. Ja na przykład, jak byłem młody, nigdy nie brałem w nich udziału. Może stąd wiem, jak bardzo są potrzebne... Tak jak wam już mówiłem - Rycerstwo to nowa forma życia w każdym jego aspekcie, nie tylko tu i teraz (w salce i kościele - na pokaz), nie tylko wtedy, gdy jest mi dobrze, jestem zdrowy i powodzi mi się w życiu osobistym oraz zawodowym, ale zawsze i wszędzie tam, gdzie mnie Pan postawi. Terenem mojej misji jest moje środowisko - najwięcej okazji do działania, dawania dobra dostarcza mi właśnie wspomniana przez ciebie szara rzeczywistość. Rodzina, w której się wychowałem i dorastam, bliscy, krewni, znajomi, koledzy z ulicy, ze szkoły, z pracy - tam spędzam godziny mojego życia. Wreszcie każdy człowiek, którego spotykam codziennie na ulicy. Moja wiara nie opiera się na emocjach. One są potrzebne, owszem, np. silne uczucie pobożności, poczucie bezpieczeństwa i radości we wspólnocie, ale to jest coś, co mija - trwa dłuższą lub krótszą chwilę, a potem często przychodzi Golgota i krzyż, i właśnie tutaj mam okazję przekonać się, jak silna jest moja wiara, a kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.

Zapadła cisza - Bogumił myślał o dopiero co wypowiedzianych słowach kapłana.

- Ja nie czuję się godzien, ojcze, być rycerzem Maryi - chłopak snuł kolejne argumenty. - Nie wiem, czy znowu nie zgrzeszę, tak jak ostatnio, jestem tylko słabym człowiekiem...

- Grzech - słabość leży w naturze człowieka - kapłan wszedł mu w słowo. - Uznać swoją małość i grzeszność z jednej strony, zaś z drugiej wielkość i potęgę wszechmogącego Boga - to już jest pokora potrzebna do wejścia z Nim w szczególną zażyłość. Sam z siebie nic nie możesz, ale On chce, byś był wielkim świętym.

- Nie wiem, czy jestem w stanie spełnić wszystkie warunki bycia rycerzem Niepokalanej.

- Tak naprawdę jest tylko jeden warunek - o. Paweł nie po raz pierwszy zaskoczył Bogumiła.

"Oddaj się Niepokalanej na własność jako rzecz i narzędzie w Jej macierzyńskich rękach; bezgranicznie i bezwarunkowo" - franciszkanin wyrecytował formułkę.

- Nosić Cudowny Medalik - kontynuował - wpisać się do księgi kanonicznie założonej, która znajduje się w centrum MI w Niepokalanowie, odmawiać codziennie Akt strzelisty: "O Maryjo bez grzechu poczęta..." itd. - to jest bardzo ważne i nie jest trudne, a jednak najważniejsze jest twoje serce, twoja wewnętrzna decyzja i twój osobisty stosunek do Boga. Kto raz powierzy się Maryi, tego Ona nigdy nie opuści. Gdy byłem dzieckiem i bardzo chorowałem, a wszyscy myśleli, że moje dni są policzone, mama powierzyła mnie swoimi słowami Matce Bożej. Powiedziała: "Daruj mu życie. Jest Twój. Pragnę, aby służył dla Ciebie jako kapłan". - Maryja przyjęła ofiarę, ale decyzja należała do mnie. Żeby lepiej ci zobrazować, czym jest oddanie się Maryi, przytoczę ci jeszcze jeden przykład.

O. Paweł wskazał na miotłę stojącą w kącie pokoju:

- Dzisiaj Marysia zamiatała nią salkę przed spotkaniem, żebyśmy mogli spędzić ten czas jak należy w czystym pomieszczeniu. A teraz miotła stoi w kącie, dopóki znów nie będzie potrzebna. Ja jestem taką miotłą w rękach Matki Bożej... - przerwał. Po chwili zaczął znowu:

- Spójrz na obraz wiszący na ścianie - wskazał palcem na płótno autorstwa nieznanego malarza, zdobiące ścianę rekreacji. - Widzimy piękny efekt końcowy, ale wiemy doskonale, że aby mogło powstać to piękne dzieło, musiał najpierw być malarz i pędzel. Maryja jest malarzem, a ja pędzlem.

- Trzymaj - kapłan podał chłopcu piękne pióro kulkowe firmy Parker - pożycz sobie na trochę.

Oczy Bogusia zaświeciły się, ale po chwili odparł zmieszany:

- Nie mogę, ojcze. Jak zgubię, to co?

- Weź je sobie na własność - kapłan patrzył na młodzieńca badawczym wzrokiem.

- Dzięki! - Bogumił zarumienił się. Do długopisów to on nigdy nie przykładał zbyt wielkiej wagi, ale ten był wyjątkowy. - Mogę wypróbować?

- Wypróbujesz w domu. A teraz zależy mi, abyś zrozumiał pewną sprawę. Pióro jest twoją własnością, więc możesz z nim zrobić, co zechcesz. Ja mam być właśnie taką własnością Niepokalanej, nie czymś pożyczonym.

- Rozumiem.

Deszcz pomału przestawał padać, tylko gdzieniegdzie pioruny rozświetlały świat.

Chłopiec i kapłan pożegnali się serdecznie. Boguś mknął ulicami osiedla, nie zważając na kałuże. W pewnym momencie minęło go rozpędzone auto i woda zmieszana z błotem chlusnęła mu w plecy. Już chciał pomstować na pirata drogowego, ale żachnął się i postanowił za niego pomodlić. Ku zdziwieniu chłopca samochód się zatrzymał. Drzwi się otworzyły i Bogumił usłyszał swoje imię:

- Wsiadaj młody! - to było auto Sławka.

"No teraz nie zostawię na nim suchej nitki" - pomyślał "młody", ale przerażona twarz starszego kolegi wybiła Bogusia z tropu.

- Coś się stało? Chcesz pogadać?

- Doigrałem się... - Sławek prawie płakał.

- Jedźmy do mnie - Boguś improwizował.

- Dobra myśl, bo w domu, to się nie pokażę.

- Trzymaj - Boguś wcisnął koledze do ręki Cudowny Medalik, miał zapas od o. Pawła.

- Dzięki - sceptyk wziął jeszcze niedawno dla niego bezużyteczny kawałek blaszki i schował do kieszeni.

Rycerz Młodych 5 (13) 2009, s. 11

 

Nowa Forma Życia (6)

Wszystkie, byle godziwe

Sławek nie wrócił na noc do domu. Najzwyczajniej bał się konsekwencji swojego występku, szczególnie ze strony swego ojca. Bogumił rozmawiał z nim do wczesnych godzin rannych.

Poprzedniego wieczora Sławek uległ pokusie, by siąść za kierownicą po alkoholu.

- Dużo nie wypiłem - tłumaczył się.

- W ogóle nie można! - wybuchnął młodszy kolega.

- Omal go nie zabiłem... - Sławek zapatrzył się gdzieś daleko z przeszklonymi oczami.

- Bóg czuwał i nad twoją głupotą, i nad jego bezpieczeństwem - skwitował Bogumił.

- Co ma do tego Bóg? - już nie tak pewnie jak ostatnio młody gniewny próbował ocalić resztki swego image'u.

- Wszystko! - Boguś patrzył badawczym wzrokiem na siedzącego ze spuszczoną głową kolegę. - On nie chce twojej zguby, porażki. On cię kocha i pragnie, żebyś był szczęśliwy. Może gdyby nie ta sytuacja, to nigdy byś o Nim nie pomyślał. Dalej jeździłbyś po kieliszku i doprowadził do większej tragedii.

Sławek słuchał, milcząc, co było zupełnie nie w jego stylu, szczególnie w obecności młodszego Bogusia, który tym razem okazywał się tym mądrzejszym.

- Mnie też Pan złowił w trudnym momencie - kontynuował młody. - Wcześniej wołał mnie po imieniu spokojnie, ale nie słuchałem. W końcu postawił sprawę jasno, co było też odpowiedzią na moją głupotę i nieposłuszeństwo wobec matki. Zaprosił mnie, bym był posłuszny także Jego Matce, dla mojego własnego dobra. Pokazał mi całkiem inną drogę - nowe spojrzenie na świat. Stary, każdego dnia czuję, jak umieram dla świata, a zaczynam żyć dla Niego!

Sławek ciągle milczał. Nie wiadomo, ile rzeczywiście w tej chwili rozumiał z tych niemal mistycznych wywodów szesnastolatka.

- Kiedyś byłem na spotkaniu oazy - zaczął w końcu nieśmiało, wpatrując się na dopiero co ofiarowany mu przez Bogusia Cudowny Medalik. - Jakoś tego wszystkiego nie czuję - kontynuował.

- Nie chodzi o uczucia - szybko podłapywał młodszy. - Cała rzecz w tym, żeby żyć pełnią życia, ale nie tak, jak ty to rozumiesz. Żyć w wolności, jednak nie w myśl zasady: "rób, co chcesz", lecz z miłości. Robię to czy tamto, bo kocham, nie jest to dla mnie przymus. Dobro uzależnia, tak jak zło zresztą. Im więcej dob-ra dajesz, tym więcej otrzymujesz - to raz, a ponadto ciągle ci mało i chcesz dawać jeszcze więcej...

- Taka katolicka filozofia... - obudził się Sławek.

- Też - Boguś nie odpuszczał - ale przede wszystkim nie teoria, a życie. Odkąd zacząłem uczęszczać na spotkania MI, regularnie się modlić, dostrzegam więcej okazji do czynienia dobra. Cieszę się życiem bardziej niż wcześniej. Jestem też bardziej wyczulony na grzech. Żeby nie być gołosłownym - kiedy mnie ochlapałeś, pędząc swoim autem, zamiast cię zwymyślać, postanowiłem się za ciebie pomodlić i wtedy się zatrzymałeś.

- Zobaczyłem cię w ostatniej chwili, właściwie we wstecznym lusterku.

- Ostatnio także co piątek odwiedzam pana Lucjana, mojego chorego sąsiada. Wiesz, ile radości dają mu te spotkania? A wiesz, ile ja z nich wyciągam?

- Mój dziadek też jest bardzo chory - Sławek posmutniał. - Już wieki u niego nie byłem...

Zapadła cisza.

Tym razem pierwszy zaczął Sławek:

- Znam tego, którego potrąciłem - te słowa z trudem przechodziły mu przez gardło. - Pójdę do niego, bez względu na konsekwencje, przeproszę... - szybko wstał i wyszedł bez słowa.

- Pomodlę się - powiedział Boguś, już wówczas sam do siebie.

Nadszedł długo oczekiwany dzień, 8 grudnia, uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W tym dniu Bogumił i inne osoby mieli stać się rycerzami Niepokalanej. Dzień wcześniej przystąpili do sakramentu spowiedzi świętej. Pasowanie na rycerza miało się odbyć podczas Mszy świętej, zaraz po kazaniu.

Eucharystii przewodniczył o. Paweł. Wyglądał inaczej niż na co dzień, jakoś tak dostojniej. Wszyscy czuli powagę chwili. Słowa Ewangelii opowiadały o pokorze Maryi podczas Zwiastowania i Jej bezgranicznym zaufaniu do Boga.

- "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!" - zaakcentował kapłan.

Rozpoczęło się kazanie.

- Maryja Niepokalana jest najdoskonalszym ze stworzeń. Jej wola nigdy nie odstąpiła od woli Boga. To przysparza mu największej chwały, że na Matkę swojego Syna wybrał Kogoś tak doskonałego. Wola Niepokalanej zawsze jest wolą samego Boga. Dlatego nie bójmy zwracać się do Pana zawsze za Jej wstawiennictwem - On sam tego chce. Zły - szatan boi się Jej najbardziej i wypowiada wojnę każdemu, kto Jej służy. Lecz w Apokalipsie św. Jana jest napisane, że Ona zmiażdży mu głowę. Ostatecznie Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. Nie bójcie się więc oddać całkowicie Maryi, bo z Nią zwycięstwo jest pewne.

Dalej kapłan mówił o środkach, jakimi może się posługiwać rycerz Maryi, walcząc o zbawienie dusz:

- Modlitwa za siebie i za innych to podstawa. Bez modlitwy nie rozpoczynajcie żadnego działania. Wszystko zależy od Boga i Jego łaski. Następnie przykład chrześcijańskiego życia na co dzień. Słowa uczą, a przykłady pociągają. O pierwszych chrześcijanach mówili: "Zobaczcie, jak oni się miłują" i nawracali się. Dalej, sakramenty święte - częsta spowiedź i Komunia święta - bez nich nie będziemy mieli w sobie życia. Wreszcie, jak mówił św. Maksymilian, do głoszenia Ewangelii wykorzystujmy wszystkie środki, na jakie pozwalają nam stan, warunki i okoliczności. Jesteś synem, córką - pomagaj swoim rodzicom, odciążaj ich w czym się da; jesteś uczniem, studentem - dawaj dobry przykład, odważnie mów o Bogu, wspieraj kolegów, nie ulegaj złym trendom; jesteś narzeczonym, mężem, żoną, ojcem, matką - naucz się służyć, bądź wierny, wprowadzaj radość do domu; jesteś lekarzem, nauczycielem, księdzem - poświęć się bez reszty służbie innym, aby we wszystkim był uwielbiony Bóg, a nagroda w niebie jest wielka.

Komputer, Internet, prasa, radio, telewizja, telefon komórkowy - kontynuował o. Paweł - powinniśmy je śmiało wykorzystywać, by głosić Chrystusa, a uwierzcie mi, że jeszcze tylu ludzi Go nie zna... I nie jesteśmy sami. Jest z nami Maryja, najlepsza Matka, która najlepiej zna drogę do swojego Syna. Od Ciebie tylko zależy, czy weźmiesz Ją do siebie.

Po kazaniu wszyscy odnowili przyrzeczenia chrzcielne, a następnie odmówili Akt oddania się Niepokalanej ułożony przez św. Maksymiliana, zakończony wezwaniem kapłana: "Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza", na co wszyscy odpowiedzieli: "I daj mi moc przeciw nieprzyjaciołom Twoim". Po czym kandydaci na rycerzy Niepokalanej uklękli wzdłuż schodów ołtarza, a o. Paweł podchodził kolejno do każdego i dotykał jego ramienia prawdziwym rycerskim mieczem, powtarzając przy tym:

- Pasuję cię na rycerza Niepokalanej.

Po zakończonej Mszy, dziękując za łaskę, Bogumił jeszcze długo się modlił. Wszyscy poszli już do salki na tzw. agapę, na którą przygotowali poczęstunek; miało być wesoło. Wychodząc z kościoła, nasz bohater spostrzegł stojącego w kruchcie Sławka. Gdy podszedł bliżej, zauważył, że na piersi kolegi znajduje się Cudowny Medalik. Mimowolnie uśmiechnął się. Sławek odwzajemnił uśmiech i serdecznie ścisnęli sobie dłonie.

- Dzięki, że przyszedłeś, skoczysz z nami na agapę, pograsz trochę na gitarze, pośpiewasz...

- Jeszcze nie jestem gotowy - Sławek miał łzy w oczach. - Wybaczył mi, nie będzie sprawy w sądzie, nie ma mi nic za złe. Kiedy uciekłem z miejsca wypadku, modlił się za mnie. Wczoraj dowiedziałem się, że potrącony przeze mnie człowiek od lat jest oddany Matce Bożej. Mimo że stracił przeze mnie zdrowie, po prostu mi wybaczył...

Był 8 grudnia, uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Rycerz Młodych 6 (14) 2009, s. 11

Autor: Donkarollo