Jak za Nerona

Z raportu o prześladowaniach chrześcijan w latach 2007-2008 wynika, że prześladowanych na świecie jest... coraz więcej!

Każda okazja lub uroczystość jest dobra do spotkania się z rodziną, przyjaciółmi czy znajomymi. Takimi okazjami w ciągu roku są np. święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok. Charakterystyczne słowa towarzyszące tym dniom to: Wigilia, opłatek, szopka, choinka, prezenty, kolędy, bal sylwestrowy czy fajerwerki. To właśnie na tych sprawach i na bliskich naszemu sercu osobach skupiamy największą w tym okresie uwagę, często zapominając o sobie samym. Jednak mijamy się nie tylko z własnymi potrzebami duchowymi, ale również z tym, co dzieje się wokół nas. Mało kto pamięta w dzisiejszych czasach, że 1 stycznia obchodzimy również uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki oraz Światowy Dzień Pokoju. I właśnie na ostatnim wymiarze tego dnia chciałbym się zatrzymać.

Dobrze wiemy, że pierwsze wieki istnienia chrześcijaństwa nie były najłatwiejsze. Wówczas prześladowano wielu wyznawców Chrystusa. Kto czytał powieść lub oglądał film Quo vadis, ten wie, jak wyglądały represje skierowane w stronę chrześcijan. Śmierć krzyżowa, żywe pochodnie lub przeznaczenie na pożarcie przez dzikie zwierzęta, to tylko nieliczne z metod stosowanych przez oprawców. W tamtych czasach narodziło się pojęcie MĘCZEŃSTWO, a w kolejnych wiekach nabierało ono ścisłego znaczenia. Wielu świętych i błogosławionych Kościoła katolickiego było za życia męczennikami lub poniosło śmierć męczeńską. Z dużym prześladowaniem wiernych, zwłaszcza du-chownych, mieliśmy do czynienia w XX w. Św. Maksymilian Maria Kolbe czy sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko to najlepsze przykłady ofiar "współczesnej rzezi".

Rok 2008 przyniósł nam niepokojące wiadomości o nękaniu chrześcijan w Indiach, którzy są mordowani z powodu swojej religii, a ich kościoły są niszczone. Mamy tutaj do czynienia już nie tylko z dręczeniem ludzi za ich poglądy religijne, ale też z łamaniem praw człowieka, które zupełnie zostały zepchnięte na dalszy plan.

Przyjacielu! Czy chociaż przez chwilę, przeżywając po raz kolejny Światowy Dzień Pokoju, zainteresowałeś się losem twoich braci i sióstr z innych kontynentów, krajów, którzy są krzywdzeni za wyznawanie Chrystusa? Czy umiałbyś postawić się na ich miejscu? Czy zastanawiałeś się nad tym, co zrobić, aby zapobiec prześladowaniom chrześcijan? Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, nie zwlekaj z odpowiedzią do przyszłego roku. Zacznij działać już dziś!

Naprawę tego świata musimy rozpocząć w naszych sercach. Co z tego, że będziemy starali się pomóc innym, jeśli w najbliższym otoczeniu sami będziemy prześladowcami? Czy nie zdarzyło ci się naśmiewać z kolegów i koleżanek modlących się na różańcu, żegnających się przed kościołem lub uczęszczających na spotkania wspólnot parafialnych? W dzisiejszych czasach trzeba bardzo uważać, aby nie wpaść w pułapkę, którą sami sobie niejednokrotnie zastawiamy. Dlaczego tak postępujemy? Bo nieraz chcemy być po prostu trendy, pragniemy sobie udowodnić, że potrafimy żyć i funkcjonować bez Boga.

Początkowo to się udaje, ale z czasem zaczynamy się gubić i wpadamy we własne sidła, z których niełatwo jest się wydostać, dlatego łatwiej zapobiegać takim sytuacjom, niż później leczyć chorą duszę. Życzę ci, Młody Czytelniku, i wszystkim, aby nowo narodzone Dzieciątko Jezus nauczyło nas w Nowym Roku rozumnego dostrzegania zła i krzywdy dotykającej innych ludzi, a zwłaszcza naszych braci i siostry wyznających tę samą wiarę.

Autor: Tomek Siedlecki