Szczególna wrażliwość

Fajnie jest podróżować, prawda? Kiedy mówię ludziom, że w ciągu ostatniego roku leciałam samolotem 38 razy, stwierdzają: „Wow! Ale Ty to masz super życie!”. Nie powiem, bardzo mi się ono podoba.

Służbowo a misyjnie

Dodam tylko jedno: łatwo jest podróżować, kiedy człowiek porusza się „służbowo”. Dlaczego łatwo? Bo wiesz, gdzie masz dotrzeć i po co. Czasami zaś jest tak, jak w życiu: stoisz na rozdrożu, drapiesz się po głowie i mówisz: „Kurczę, co ja mam w ogóle robić, gdzie iść?”. Ciekawe, ile razy tak się drapał po głowie – na pewno i w czasie modlitwy – Maksymilian, zanim w ogóle odważył się sformułować myśl o jakiejś podróży czy celu. No bo służbowo jest łatwo, ale… misyjnie? Duch misyjny to takie coś, co od środka popycha nas na drogi świata, w poszukiwaniu Boga. A to niełatwe i jakieś takie nieokreślone, gdyż Bóg często ukrywa się tam, gdzie Go nie szukamy! Dlatego tym bardziej zapraszam Was w tę podróż: w poszukiwaniu znaków Jego obecności, śladami św. Maksymiliana.

Rozmowy z Mamusią

Gdzie by Was tu dzisiaj zawieźć? Patrzę na lewo: styczeń… w styczniu Maksymilian zaczął swoją ziemską wędrówkę. Dobra, niech się jeszcze oswoi ze światem. O, a tu z prawej: luty. A luty to przecież Matka Boża z Lourdes! Zaczęło się to pewnie tak, że na codziennej modlitwie w latach studiów w Rzymie młody Kolbe „siłą rzeczy” modlił się do Niepokalanej z Lourdes, bo Jej figura znajdowała się tam w kaplicy. Nie zapominajmy też o uzdrowieniu kciuka, którego doznał jako młody zakonnik, dzięki cudownej wodzie z Lourdes. No i ten najważniejszy dzień: 30 stycznia 1930 r. Wpisuje się on w podróż, w czasie której Maksymilian przygotował się do misji w Japonii. Trud fizyczny, brzydka pogoda, głód: takie są warunki Jego wizyty w miejscu objawień z 1858 r. Często w notatkach pojawia się słowo: „smutek”. To ciekawe, że Maksymilian umie nazwać po imieniu swoje uczucia i szuka ich przyczyny. Może ta niewyjaśniona nostalgia tak mu doskwiera, bo kontrastuje z innymi, pozytywnymi odczuciami: wzruszenie, wdzięczność, miłość? Ten krótki pobyt w Lourdes daje mu możliwość, jak sam pisze, rozmowy z Mamusią, zapewnienia, że należy cały do Niej. Tak, jakby to było przelotne spotkanie z ukochaną, którą jest mu trudno zostawić. Ale Ona jest. On widzi Jej obecność nawet i w naturze, która go otacza. Rzeka Gawa jest dla niego wyrazem Jej czułości, a góry piastunkami tej błogosławionej okolicy (por. Pamiętniki, 30 stycznia 1930 r.)

Nie wiem, czy wiecie, że dziś franciszkanie konwentualni są jedyną męską wspólnotą zakonną w Lourdes. Jeśli będziecie kiedyś z wizytą u Bernadety, nie możecie nie natknąć się na nich i na Kolbego. „Pavillon Kolbe”, prosta, ale jakże interesująca wystawa o jego życiu, znajduje się bowiem tuż obok „Cachot”, czyli bardzo ubogiego domu rodziny Soubi-rous z lat objawień. Może warto tam się wybrać i spróbować poczuć się, jak u siebie w domu. Dlaczego? Bernadeta pośród ubóstwa, pustki i braku perspektyw, usłyszała głos Boga w słowach Maryi. Maksymilian pośród smutku i nostalgii odczuł Jej obecność. Co Ci to mówi?

Agata Pinkosz
Misjonarka Niepokalanej Ojca Kolbego,
aktualnie na Sycylii,
zajmuje się duszpasterstwem młodych i powołań
agatam.pinkosz@gmail.com

RM 1/2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Zaprenumeruj juz dziś! Zamknij